15
Dwa tygodnie
Całe dwa tygodnie mnie tu nie było. A tyle rzeczy się od tego czasu zmieniło. I znowu jest pozytywnie między nami. Bo pomijając inne rzeczy studia i nadmiar obowiązków, które się tylko gromadzą i gormadzą i nie ma kiedy od nich odpocząć.
Ale miało być pozytywnie, więc będzie. Nie jestem stworzona do związku na odległość i On zresztą też nie. Nie potrafimy tak funkcjonować. Przez ostatnie 2 tygodnie mieszkając razem, spędzając razem święta, tylko my i nikt inny. Było cudownie. Bez kłótni, bez niedomówień, bez żalu. Co prawda rozmowy porażnej o Nas nie było, bo nie była potrzebna. Tak mi się wydaje.
Problem tkwi w 250 km, i nic nie da się z tym zrobić. Jedynie to, żeby obydwoje musimy się pilnować, żeby nie dopuścić do sytuacji w których będzie tak jak było nie dawno. Trzeba to przetrwać, zacisnąć zęby!
A ten czas jaki mieliśmy razem, w "Naszym mieszkanku" (moim co prawda, bardzo rzadko) ale jednak to On i ja mieszkamy tak od czasu do czasu, był wspaniały. Do takich świąt brakuje tylko pierśnionka na palcu, ale jakoś to przeboleję. Mam nadzieję, że kiedyś się pojawi. Fajnie będzie jak dostanę pierśnionek - szkoda tylko że ja ich nie nawidzę, ze względów wygodnościowych. A może On to czuje, że ja nie lubię pierśnionków i dlatego tak często mówimy o tym jak będzie wyglądać Nasz dom. Zamiast pierśnionka, dostanę dom.
No nie ważne, póki co.
Ważne jest to, że jest dobrze i aby tak pozostało musimy razem o to dbać.
A jak wyjeżdzał łezka w oku się zakręciła, zresztą dalej się kręci...
A w ogóle to jestem pokręcona i czasem przydała by mi się psychoterapia.
Póki co to zaczynam jakąś aktywność fizyczną, a dodatkowo może joga.
A tak w ogóle to doszłam już do 72,5 kg! Dramat! od dzisiaj kończę ze wszystkim*** i zabieram się za siebie.
*** słodycze, węglowodany proste i tłuszcze zwierzęco-niedobre! to tak w uproszczeniu.
2008-03-31 01:41:38 skomentuj (1)
14
Tak jakby się wszystko zmieniło!
I znowu jest tak jak kiedyś. Tylko, że mieliśmy sobie wszystko wyjaśnić, porozmawiać o NAS! a tymczasem przemilczeliśmy to wszystko, wróciliśmy do porządku dziennego. Jest dobrze, fajnie. Tylko kiedy znowu coś rąbnie to razem z bagażem wszystkiego poprzedniego. Musimy porozmawiać, a odkładamy to na później. Też boję się tej ozmowy, z drugiej strony jest teraz dobrze więc po co to wszystko psuć. Ale trzeba!
Kocham Go, ale pewne rzeczy muszą się zmnienić.
2008-03-19 14:52:27 skomentuj (3)
13
Pechowa notka, pechowy dzień
Może ja mam jakieś wielkie wymagania odnośnie Jego. Było już lepiej. Dzisiejsze zakupy poprawiły mi humor i kiedy zadzwonił nawet nam się rozmowa kleiła. Nie było tych długich milczeń, które ciągną się w nieskończoność. I rozmowa miała namiastkę tych sprzed kliku miesięcy. Do dwóch godzinach zadzwonił znowu... wypominając mi, że miałam wczoraj wieczorem wyłączony telefon i nie mógł się do mnie dodzwonić. Fakt. Wyłączyłam go specjalnie. Nie dam się traktować, że na zawołąnie jestem. Nie pozowlę sobie, by On tylko skinął, a ja jak posłuszny piesem przybiegnę. Nie będzie tak, że On wyśle mi smsa, że zadzwoni wieczorem, a ja cały wieczór jak głupia będę czekać na telefon lub jakiś znak od Niego. Wystarczyła mi sobota i niedziela, kiedy czekałam na smsa "dobranoc, śpij słodko, kolorowych snów..." Kiedyś takie smsy pisaliśmy sobie codziennie. Teraz w sobotę (dzień kobiet) nawet nie pofatygował się z napisaniem. W niedzielę na mojego smsa nie odpisał.
DOŚĆ! Koniec!
A w drugiej dzisiejszej rozmowie padło za dużo wyrzutów i przykrych słów.
I stoję z wielkim znakiem zapytania...
Święta mieliśmy spędzać u Niego w mieszkaniu. Sami, bez nikogo. Tylko sami. To miały być Nasze świetą. I w dodatku mam urodziny w Niedzielę Świąteczną. To miało być coś. Póki co szykują się najgorsze święta mojego życia. Rodzice wyjechali do sanatorium, na święta będą daleko od domu, na drugim końcu Polski. A ja? A ja sama... bo nie wyobrażam sobie na chwilę obecną świąt u Niego w mieszkaniu. Nie widzę, żebysmy doszli do porozumienia.
Na te święta czekałam parę lat... i co? nie wiem co robić... mam największy znak zapytania w moim życiu i nie wiem co robić.
Z drugiej strony zastanawiam się (tylko, że mój mózg myśli zbytnio po kobiecemu), że gdyby facet kochał kobietę i uważał ją za tę jedyną to nie pozwoliłby by ta nic innego nie robiłą tylko płakała. Zależałoby mu na tym by wysłać do niej smsa ze słowem dobranoc. Tak tylko sobie myślę... ale chyba tak jest - jeśli facet kocha kobietę to rzuci dla niej wszystko.
A może mam zaburzony świat i moje pole widzenia przyćmiewa moje bycie kobietą. Kiedyś wszystko było białe lub czarne. Teraz jest szare!
2008-03-11 19:14:03 skomentuj (3)
12
Zrobić coś ze sobą
Waga: 71kg (dużo za dużo)
Zjedzone słodycze: dużo za dużo ciastek (o fuj jak o nich myślę), 300 ml lodów i 3 szklanki coli co prawda light, ale jednak
Ta cała sytuacja, która zaczyna mnie przerastać. Chociaż właściwie to jużmnie przerasta powoduje, że jem jem i jem! PAczkę lodów, ciastka popite colą. Masakra. Muszę coś ze sobą zrobić. Może to we mnie i w moich 15 zbędnych kilogramach tkwi problem. Z którym nie potrafię poradzić sobie sama i przez to cierpię ja i wszystcy dookoła. Brakuje mi silnej woli. Nie mam jej, a powinnam umiec oprzeć się jedzeniu, przestać jeść to całe świństwo. Pewnie gdybym była szczupła i ważyła 55 kg byłoby wszystko inaczej. Akceptując sobie, byłabym szczęśliwa i tyle. A tak, mając 15 kg za dużo walczę sama.
A jakakolwiek dieta (w wersji zdrowego żywienia) sprawia, że chodzę cały czas głodna. Jak chodzę głodna jestem złą. Jak jestem zła, to już niedaleka droga do pokłócenia się. Potem kłócę się i jestem jeszcze bardziej zła. A jak jestem zła to jem, jem i jem. I tyję. I koło się zamyka, bo jak jestem.
Czy któraś z Wam ma może metodę na to by być na diecie i nie być złą i głodną?
A teraz mam wyrzuty sumienia, że tyle świństwa zjadłam. Podczas oglądania serialu wieczorem czeka mnie 1h jazdy na roweru, a potem jakieś inne ćwiczenia. Byle nie byłby to słomiany zapał, bo u mnie o taki nie trudno.
2008-03-10 19:18:04 skomentuj (2)
11
Olewka totalna
Jasne wczoraj był dzień kobiet. Był jakiś telefon, jakiś sms, jakiś mail od Niego. Dzień po - jest nic. Ani nawet "ugryź mnie w dupę". Dla mnie to się rozumie samo przez się i mogę sobie zacząć śpiewać - "to już jest koniec i nie ma już nic". Zero totalne zero. Boli serce dusza i wszystko. Bo pomimo jakiś tam różnic, to szkoda mi 4 lat spędzonych razem. Ale juednak te różnice ostatnio widzę ostrzej i w dodatku te nieszczęsne wady, które ostatnio przeciążają nad wszystkim.
I gramatyka, sładnia języka polskiego poszła sobie daleko, trudno. W takim stanie to chyba nawet każdy polonista mi wybacz, a jeśli nie to chyba nigdy nie był w takim stanie jak ja teraz.
2008-03-09 22:33:38 skomentuj (2)
10
Pracoholizm
Zaczynam przeglądać na oczy. Wiem, ze mając 19 lat nie wszystkie wady się widzi i nawet jeśli się je widzi to się je akceptuje. Z wiekiem jest gorzej i te wady zaczynają coraz to bardziej mi przeszkadzać. Przestaję akceptować Jego wady, albo może nie wady tylko działania. I o ile tolerowałam je przez ostatnie 4 lata, no może 3 bo przez pierwszy rok ma się klapki na oczach, to przestaję je tolerowac. I widzę coraz to większą różnicę między nami. Widzę jak bardzo różnią się nasze wizje np wakacji, albo innych części życia.
A dzisiaj Ewa Minge w RMF powiedziała fajną rzeczy - pani pracoholik, powinna mieć partnera pracoholika bo tylko oni się wzajemnie zrozumieją. I po raz pierwszy muszę przyznać, żę Ewa ma rację - OGROMNĄ. I ja jako typowy pracoholik, nie akceptuję Jego niepracoholicznego życia. Czemu On nie jest pracoholikiem. Niech zostanie pracoholikiem. A jeśli nie...? To pozostaje kompromis. Tylko jaki. Ja nie zrezygnuję z moich marzeń. A moim marzeniem nie jest pracoholizm, bynajmniej, ale fakt działania. Iścia w obranym sobie kierunku.
Po szczeblach do celu!
pozdrawiam - Pracoholiczka
2008-03-08 21:59:51 skomentuj (2)
9
Jeden "pryyyy", a drugi "hetta"
Jakkolwiek się to pisze. Tam mawia moja Babcia, mówiąc o osobach podążających w dwie przeciwne strony. Kiedyś patrzyliśmy razem w jedną stronę. Teraz zamiast chociaż stać obok siebie i patrzeć w dwie różne strony to patrzymy z różnych miejsc w różne strony. Rozchodzą nam się drogi. Kiedys potrafiliśmy rozmawiać godzinami przez telefon, na gg. A teraz? Teraz przez telefon milczymy, a na gg rozmowa wyglącda tak:
- hej
- hej
- co u Ciebie słychać?
- dobrze, a u Ciebie?
- co robiłeś dzisiaj?
- nic, byłem w pracy, a Ty?
- byłam na uczelni....
....(20 min póżniej)
- jakie plany na wieczór?
- uczę się, a Twoje?
- oglądam film...
.... (1/2h później)
- idę spać, dobranoc, kolorowych snów, papa :*
....
(1/2h później)
- dobranoc, papa :*
Nie mamy sobie chyba nic do powiedzenia. Chyba? Bo sama nie wiem. Nie będę mu opowiadać jak mi cudnie minął dzień, jak na koniec go podsumuje: czy inni bawiący się w ten samorząd też mają tyle roboty. Dziękuję. Wolę sobie odpuścić.
Ciekawe czy jest co ratować. Bo czasem wydaje mi się, że te obiecanki z niedzieli - kocham, zależy mi na nas to jakoś nie bardzo mnie przekonują. Zresztą ja sama nie jestem przekonana co do moich uczuć.
2008-03-05 22:49:16 skomentuj (0)
Szablon wykonała
Sen Wariata ze zdjęcia zapożyczonego z
dA. Cytat pochodzi z piosenki Myslovitz.
Chcesz taki szablon?